MKS Patria Bukpełna nazwa: Miejski Klub Sportowy Patria Buk rok założenia: 1922 barwy: zielono-białe sezon 2011/2012: kl. okręgowa gr. Poznań (Zachód), 6 szczebel rozgrywek Lokalizacja: Buk Szczegóły klubu |
Rudniew oficjalnie w HSV, Ślusarski zostanie na dłużej
Wojtkowiak odejdzie do TSV
Nowi piłkarze Warty Międzychód 
Bramkarz opuszcza Jarotę
Victoria wzmacnia się tuż przed ligą!
Michał Goliński piłkarzem SKP Słupca!
Maciej Tomkowiak odchodzi z Jaroty
Ruchy kadrowe w Gromie Plewiska
Maciej Kononowicz piłkarzem Polonii
Hajman nowym graczem Sparty Złotów
CKS Sparta Koninpełna nazwa: Cukrowniczy Klub Sportowy Sparta Konin rok założenia: 1936 barwy: granatowo-białe sezon 2011/2012: IV liga (Południe), 5 szczebel rozgrywek Lokalizacja: Konin Szczegóły klubu |
Rudniew oficjalnie w HSV, Ślusarski zostanie na dłużej
Wojtkowiak odejdzie do TSV
Nowi piłkarze Warty Międzychód 
Bramkarz opuszcza Jarotę
Victoria wzmacnia się tuż przed ligą!
Michał Goliński piłkarzem SKP Słupca!
Maciej Tomkowiak odchodzi z Jaroty
Ruchy kadrowe w Gromie Plewiska
Maciej Kononowicz piłkarzem Polonii
Hajman nowym graczem Sparty Złotów


„Cztery to za mało, by kibiców radowało” - śpiewali kibice podczas bardzo słabej drugiej połowy sobotniego meczu Lecha Poznań z ŁKS-em Łódź. Ta fraza najlepiej odzwierciedla mieszane odczucia po spotkaniu, które składało z dwóch całkowicie odmiennych połów.
W pierwszej Lech zagrał przynajmniej przyzwoicie, prąc cały czas do przodu niezależnie od wyniku. Udał się manewr z posadzeniem na ławce Semira Stilicia, którego brak na boisku... ułatwił poznanianom grę. Lechici w pierwszych 45 minutach zagrali systemem 4-2-3-1 z aktywnym Rafałem Murawskim i niepewnym Dimitrijem Injacem na pozycjach defensywnych pomocników oraz Mateuszem Możdżeniem w roli ofensywnego pomocnika.
Młody zawodnik dał zespołowi to, czego wymagał od niego trener Bakero, czyli zaangażowanie, pracę, ambicję i walkę. Dorzucił do tego łatwą, ale przesądzającą o wyniku spotkania bramkę, dlatego jego występ można zaliczyć na plus. Przeciwnie Semir Stilić, który po wejściu na murawę w drugiej połowie chciał za wszelką cenę swoją niesubordynacją pokazać szkoleniowcowi, że nie ma zamiaru grać na lewej flance i że nie podoba mu się gra nie przez 90 minut.
Lech bez Bośniaka w pierwszej połowie nie karmił kibiców tak często kompletnie bezefektywnym klepaniem piłki w poprzek boiska, ale zagranych było wiele podań prostopadłych, sporo akcji napędzanych było skrzydłami. Widać było pomysł na grę i chęć strzelenia kolejnej i kolejnej bramki.
Gdy padł pierwszy gol już wiedziałem, że worek się rozwiązał i że kolejne trafienia to kwestia czasu. Widać to było w postawie piłkarzy równie klarownie jak to, że po przerwie nie będą już dawali z siebie wszystkiego. Faktem jest, że ŁKS pomagał poznanianom zdobywać gole, ale przez poprzednie tygodnie Kolejorz nie potrafił wykorzystywać nawet ewidentnych błędów rywali, więc jakiś przełom z pewnością jest.
Niestety po przerwie powróciliśmy do tego, co można było oglądać przez ostatnie dwa miesiące. Albo i wręcz było gorzej, bo to Lech cofnął się na własną połowę i czyhał na kontry. Taktyka może i rozważna, ale obawiam się, że te przyzwoite 45 minut pierwszej połowy już się nie powtórzy, że szansę na metamorfozę zaprzepaszczono pragmatycznym podejściem i brakiem chęci pójścia za ciosem. Nie zdziwiłbym się, gdyby w kolejnym meczu z Zagłębiem Lubin gracze Bakero po raz kolejny będą mieli problem ze strzelaniem bramek i stwarzaniem sytuacji. Oby jednak trener i piłkarze nie zmarnowali tego sobotniego przełamania i nie uczynili z niego chwilowej anomalii.
